Pasażer zmarł po brutalnym aresztowaniu, na lotnisku Charleroi (wideo)

Sprawa sięga 2018 roku, ale dzięki nowym faktom powraca. Henrieta Chovancová od dwóch lat walczy o sprawiedliwość. Dwa lata temu po interwencji policji na lotnisku Charleroi zmarł jej mąż, mężczyzna był pochodzenia słowackiego. Według niej został zabity „w okolicznościach podobnych do tych co Georges Floyd” przez policję federalną na lotnisku Charleroi. Dziś nagrania z kamer monitorujących pokazują nieodpowiednie zachowanie ze strony policji. Sprawa została wznowiona w środę wraz z opublikowaniem szokujących zdjęć policjantów śmiejących się i siedzących na piersi mężczyzny zamkniętego w celi oraz funkcjonariusza wykonującego salut hitlerowski. Może to brzmieć niewiarygodnie, ale w ciągu ostatnich dwóch lat nie zastosowano żadnych sankcji wobec policjantów.


Rzecznik policji federalnej tłumaczy, że nie wiedział o sprawie - „Dowiedzieliśmy się o tych zachowaniach z prasy” - „Oczywiście, zostanie przeprowadzone wewnętrzne dochodzenie dyscyplinarne w celu ustalenia, co się stało".


Przypominamy, że 24 lutego 2018 roku, nie znajdując biletu na pokład, mąż Henriety, Jozef, mimo zakazu siłą wsiadł do samolotu. W obawie przed dalszymi kłopotami załoga wyprowadziła go z samolotu i wezwała policję. Został umieszczony w celi posterunku policji znajdującej się na lotnisku Charleroi, w której, według ówczesnych prokuratorów, doznał ataku serca. W szpitalu zapadł w śpiączkę, gdzie zmarł następnego dnia.


Co się stało ? Według nagrania CCTV mężczyzna uwięziony przez kilka godzin w celi zachowywał się dziwnie. Adwokat Henriety, Ann Van De Steen, mówi: „Wysłano lekarza, aby zbadał jego stan, ale do badania nie doszło". Następnie kilku funkcjonariuszy udało się do celi, aby "ujarzmić" Jozefa, który walił głową w ścianę. Na opublikowanych zdjęciach widać, że ofiara była "ujarzmiona w okolicznościach podobnych do tych, które miały miejsce w przypadku śmierci Georgesa Floyda". Jeden z policjantów przez 16 minut siedział na klatce piersiowej ofiary, zakrywając mu twarz kocem, nie wspominając o pozdrowieniu hitlerowskim policjantki.

39 - letni Jozef Chovanec był właścicielem firmy. Od lat jeździł między Słowacją a Belgią w celach zawodowych. Jego krewni nie rozumieją jego stanu dezorientacji i psychozy podczas aresztowania. Wydawało się, że postradał zmysły. Sekcja zwłok i testy wykazały, że nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków.


Żona ofiary chce, aby śledztwo posunęło się naprzód i poprosiła o nowe dochodzenie. „Dlaczego mu to zrobili? Dlaczego tak go potraktowali. Taka postawa jest niegodna ludzi i policji. Chcę wiedzieć dlaczego?"



sudinfo.be