W Nowym Jorku Halloween zamienil się w koszmar


"Krzyczałem do dzieci, żeby uciekały za róg". Relacje świadków ataku na Manhattanie.

Siedziałem na boisku do koszykówki. Usłyszałem kilka strzałów z broni. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Zobaczyłem uciekające i śmiejące się dzieci. Pomyślałem, że to może żart na Halloween - powiedział jeden ze świadków ataku w Nowym Jorku.

- Zobaczyłem, że samochód z dużą prędkością uderza w ludzi. Do mojego mózgu na początku nie docierało co się dzieje. Zobaczyłem później jak samochód uderzył w autobus szkolny. Kierowca podniósł ręce. Miał w nich dwa pistolety. Krzyczałem do dzieci, żeby uciekały za róg. Gdy pobiegłem za róg, usłyszałem strzały. To mogła być policja - powiedział telewizji CNN Christiaan Wagener.

"- Poszliśmy z kuzynem zobaczyć co się stało - opowiadał z kolei Ruben Cabrera, jeden ze świadków. - Zobaczyliśmy rozbity pickup (samochód, którym napastnik rozjeżdżał przechodniów i rowerzystów - red.) i mężczyznę leżącego na drodze, któremu inny świadek próbował pomóc. Dwie inne osoby na ścieżce rowerowej leżały pod przykryciem. Obok leżały rowery. Widać było, że coś w nie uderzyło - relacjonował Cabrera. - Nie widziałem kierowcy samochodu. Dojście na miejsce zajęło mi dwie, trzy minuty od momentu, kiedy padły strzały. Policja była już na miejscu - powiedział świadek w rozmowie z CNN. - Wszystkie służby, straż pożarna, policja i karetki pogotowia szybko przybyły na miejsce - dodał. Inny świadek powiedział, że rowery były "całkowicie zniszczone w sposób, który nie sądziłam, że to możliwe. Jeden rower był wręcz złamany na pół". - Zobaczyłam przez okno dwa wykręcone ciała, rozwalone rowery i kaski. Wszystkie służby przyjeżdżały na miejsce - powiedziała Elizabeth Chernobelsky.

Sprawca ataku, który ostatnio mieszkał w Tampa na Florydzie, przejechał po ścieżce odległość około 14 przecznic taranując po drodze rowerzystów i pieszych. Po zderzeniu z niewielkim szkolnym autobusem wysiadł z furgonetki i według naocznych świadków wymachiwał - jak się później okazało - pistoletem na sprężone powietrze i bronią śrutową - krzycząc: "Allahu Akbar!". Przybyli na miejsce policjanci otworzyli ogień do zamachowca. Został on postrzelony przez funkcjonariusza policji w brzuch i przewieziony do pobliskiego Bellevue Hospital. Jego stan jest nieznany. W ataku zginęło co najmniej 8 osób, a 11 zostało rannych. Do tragedii doszło na dolnym Manhattanie w pobliżu miejsca, w którym stały bliźniacze wieżowce zniszczone w zamachach terrorystycznych z 11 września 2001. Policja odmówiła ujawnienia personaliów napastnika, ale dwóch anonimowych funkcjonariuszy organów ścigania zidentyfikowało napastnika jako Sajfullo Saipowa. Według źródeł w mediach amerykańskich pochodzi on z Uzbekistanu. Telewizja CNN poinformowała, że przybył on do USA w 2010 r. i osiedlił się na Florydzie. (http://www.tvn24.pl)


0 komentarz